— Zapytanie o dobrą pamięć, to zapytanie o szczęście, albo nieszczęście człowieka...

— Ponieważ?

— Ponieważ dobra pamięć, to dla człowieka najczęściej nieszczęście.

Oczekując na Janinę, stanęli, nie pod jaworem, lecz pod grupą brzóz, rosnących u wrót podwórza, wprost i szeroko na las otwartych.

Jerzy chciałby Krysię na tę przechadzkę namówić, ale dziś do niej przystępu niema. Coś tam z Dębsią pieką czy smażą. On zaś ma tylko jedną godzinę wolnego czasu i użyje jej na pokazanie bratu dość blizkiej i niezwykle pięknej łąki leśnej. Byleby toaleta Janiny długo nie trwała! Ona tak zawsze: po godzinach zajęć starannie naprawia zrządzone przez nie ruiny. Tak samo Krysia: po Krysi również nikt-by poznać nie mógł, że tylko co piekła, albo smażyła, albo borykała się z dziećmi, które tę wspólność mają z narodami dzikimi, że strasznie nie lubią mydła. Obie tę elegancyę, czy ten dobry smak mają już we krwi.

Przestał mówić, bo Janina nadchodziła. Nie miała już na sobie wielkiego fartucha, tylko tę różową, codzienną suknię, z białym puchem muślinu u szyi. W ręku niosła słomiany kapelusz. Śpieszyła tak, że aż była zdyszana i tak samo jak od Czesława biła od niej radość.

— Jeszcześmy ani razu wspólnie z panią nie byli w lesie.

Odpowiedziała ze śmiechem:

— Zdarza się, że zdarzają się rzeczy, które nigdy przedtem się nie zdarzyły.

A on z powagą zabawniejszą od śmiechu, odpowiedział: