— To prawda; taką jest nazwa ta w języku naukowym. Po codziennemu nazywa się to litością nad ludźmi, a po chrześcijańsku miłością bliźniego. Imiona te mam w rozumie, sumieniu i sercu...

— W sercu kobiecem...

— Więc?...

— Umiejącem słodyczą przepajać rzeczy gorzkie i rzeczom ciężkim przypinać skrzydła.

Zmieszała się bardzo i w zmieszaniu poczęła wkładać na włosy kapelusz słomiany, opasany obłokiem białego muślinu. Las przerzedzał się w tem miejscu i słońce poczynało rozpalać im głowy; on jednak nie okrywając swojej, szedł z czołem jasnem od pozłoty słonecznej i może od zachwycenia.

Po chwili Janina, wahając się, łagodnie zapytała:

— A pan?

Powiedziała mu o sobie wiele; pragnęłaby dowiedzieć się nawzajem, co przez te lata długie czynił, czego doświadczał...

Po krótkim namyśle opowiadać zaczął:

— W książce jakiejś znalazłem aforyzm, który pozostał mi w pamięci: „Można, pracując wiele, uczynić mało i kochając wiele, nigdy nie kochać dobrze”. Czy zgadza się pani z myślą, w aforyzmie tym zamkniętą?