W niemem osłupieniu Jadwiga słów tych słuchała i nic nie odpowiadała. U stóp jej siedząca kobiecina szeptała dalej:

— Mamusia chwała Bogu zasnęła troszkę, a ja przyszłam cościś panience powiedzieć. Ot, co ja powiem: O sługę przynajmniej nie łam sobie główki, męczenniczko ty moja biedna, ja przy was zostanę się... co tam! Suterenkę swoją komukolwiek odnajmę, a do was przeniosę się i mamuni dopilnować pomogę, i do miasteczka pobiegnę, i obiadek zgotuję... Pieniędzy za to wielkich nie żądam... Co tam będziesz mogła, panieneczko złocieńka, to mnie dasz, a zresztą, jakkolwiek, jak będzie można, obejdę się... Co tam! Wszystko jedno, i teraz bieliznę piorąc, w bogactwie nie żyję. Zjem co będzie, prześpię się w kuchence, a na jaką tam spódniczkę i na trzewiczki dzieci dadzą, to jedno, to drugie... bo wszystkie już siakie takie zarobeczki mają... Dobrze?

Za całą odpowiedź, Jadwiga pochyliwszy się, usta swe w siwych jej włosach utopiła. Ona zaś zaszeptała znowu:

— Dopóki mamusia spać będzie, ja jeszcze panieneczce cościś powiem. Aż mnie korciło, aż mnie z ziemi podrywało, żeby pobiedz i panience to powiedzieć. Ot co! Słyszę, braciszek, ten młodszy, bogato żeni się! Wszyscy, na całym dziedzińcu mówią... kiedy po lodek biegłam, a później po felczerkę, słyszałam, jak Paulina wszystkim rozpowiadała, że jeden w tur... aj, Bożeż mój, i wymawiać to słowo strach bierze! — ale drugi za to bogato, bogato żeni się, gdzieś daleko, daleko, że i nazwiska tego miejsca spamiętać nie można. Ale ta dalekość nic nie szkodzi... liścik, żeby nie wiedzieć jak daleko, dojdzie. Napisz ty, panieneczko złocieńka, do niego, żeby on przyjechał, mamunię i ciebie pocieszył i poratował... a jeżeli nie przyjedzie, to niech choć pomoże... niech choć pieniążków przyszle... wszak to rodzony.. rodzonego braciszka poprosić można.

— Nigdy! — zawołała Jadwiga, i jakby gorącem żelazem dotknięta, drgnęła, wyprostowała się. — Nigdy! — głośniej jeszcze powtórzyła — ani ja pociechy i przyjaźni jego żądać, ani o pomoc do niego pisać nie będę.

Szeroko rozwierając ręce i Ambrożowej je ukazując, z uniesieniem mówiła:

— Czyste, prawda, że czyste? Przypatrzże się, że czyściuteńkie! Te czarne znaki na palcach od nakłócia igłą, a ta ciemna pręga, tu, od sparzenia gorącem żelazkiem.. a ta, tu.. od zadraśnięcia się nożyczkami... Innych plam na mnie niema i nie będzie, a jego pieniądze, za które się sprzedaje, straszna plama... Ty może tego nie rozumiesz, Ambrożowo, ale to są pieniądze wzięte za honor, za uczciwość. Ja ich nie chcę! ja ich nie dotknę się nigdy, nigdy! Jeżeli przyszle, odeszlę! Chociażby matka rozkazywała mi przyjąć, nie przyjmę, ale i ona tego żądać nie będzie... Dla mnie jest niesprawiedliwą, ale poczciwość przez całe życie rozumiała i ceniła... Ty, Ambrożowa, może tego nie rozumiesz, ale ja wolałabym umrzeć, niż jego pieniądze wziąć...

Wstała z krzesła i znowu w ściśnięte ręce uderzyła.

— I nie umrę... i pokażę im wszystkim, że ani ich miłości, ani ich pieniędzy nie potrzebuję... Choćby mi przyszło dniami i nocami szyć, choćbym musiała po domach chodzić i jak Ruchla o robotę żebrać... Lepsze to już, niżeli takie pieniądze... Ty tego może nie rozumiesz, ale wszystko lepsze, niż takie pieniądze... Kiedy szycia nie wystarczy, co innego robić będę... do sprzątania mieszkań i mycia podłóg najmę się... do noszenia wody, a kiedy dostanę szycie, cała moja dusza będzie w ręku... nigdzie, nigdzie, tylko w ręku... wszystkie inne myśli od siebie odpędzę, a będę szyła... szyła... jak najprędzej, jak najwięcej, byle tylko módz matkę karmić i leczyć. A jeżeli omylę się... jeżeli nie podołam... jeżeli nie wystarczę... to.. to cóż? Matkę do szpitala zawiozę, a sama utopię się, ale jego pieniędzy nie przyjmę... bo może ty Ambrożowa tego nie rozumiesz...

Myliła się Jadwiga. W niezmiernej pokorze tej kobieciny, która u nóg jej siedziała był jakiś punkcik, na którym mieściło się pojęcie, albo poczucie honoru, bo zrozumiała, tak dobrze zrozumiała, iż w oczach jej zjawił się wyraz bardzo do zachwycenia podobny, a drobna, czarna ręka wzniosła się w górę, i z uroczystością, której niktby się po niej nie spodziewał, znak krzyża w powietrzu kreślić zaczęła.