— Ot teraz, tobym go mogła wytłuc!.. wytłuc!..
I zaśmiała się aż głośno na myśl o zemście. Ścisnęła obie pięście, i schylona nad śpiącym chłopcem, szeptała:
— Zobaczysz ty, jak tobie dobrze będzie, kiedy ja ciebie będę tłuc, tak, jak ty mnie zawsze tłuczesz! gonisz ty mnie zawsze, jak psa jakiegoś, i od podrzutków wyzywasz... przez ciebie ja wiele nacierpiałam się... siniaków ty mnie dużo narobiłeś... narobięż ja ci ich teraz... będę ciebie szczypać i drapać, i tłuc...
Rumieniła się szepcąc tak, oczy jéj błyszczały w zmroku i usta drżały. Ściskała wciąż drobne pięście i już, już opuścić je miała na nieruchomo leżącego chłopca, gdy nagle zatrzymała się... Znać było, że myśl jakaś przyszła jéj do głowy i że walczyła z sobą.
— Odpuścić! — szepnęła — stara pani prosiła mnie: odpuść!
Milczała i myślała znowu.
— Kiedy powiedziałam staréj pani, odpuszczę! to trzeba odpuścić!
A potém znowu:
— Oj, tak-by dobrze było teraz jego wytłuc!
Piąstki jéj jednak rozchylały się zwolna. Westchnęła.