— Boli, — odpowiedziało dziecko.
— Co cię boli?
Julianka pokazała zziębłe stopy swe, a potém odwinęła luźny rękaw kaftana i pokazała ramię, okryte znakami oparzenia, szczypania i stłuczenia.
— Jak byłam mała, — mówiła, — spadła na mnie duszka od żelazka, ot tu... potém Antek szczypał mię bardzo, ot tu... i tam w sieni, jak spałam, cegła upadła ot tu... wczoraj... nie, — poprawiła się, — nie wczoraj, ale jutro...
Nie mogła dotąd rozróżnić wyrazów: wczoraj i jutro. Słuchając ją, kobieta dotknęła dłonią czoła swego, potém piersi, potém znowu czoła.
— Jadłaś dziś? — zapytała.
— Jadłam.
— Cóżeś jadła?
— Obwarzanek od Złotki.
— A chcesz jeszcze jeść?