— Czy jestem tak bardzo do tego kogoś podobną?
— Wcale nie... bardzo... podobieństwo to, jak fata morgana, zjawia się i znika...
— A pan ma wielką chęć pochwycić je i utrwalić?
— Wielką, ale to niepodobna...
— Bardzo żałuję. Gdzież były te pola Elizejskie, na których pan spotkał moje drugie ja?
Stało się ze mną w tej chwili niewiadomo co. Oburzyłem się na samą myśl mówienia tu i z tą rudą kobietą, o tem... polu, z którego jakby powiał na mnie dech gorący i smutny.
— Trudnoby mi było w tej chwili o tem pani opowiedzieć...
— Czy rzecz tak zawikłana?...
— Nie: ale chwila tak różna od obecnej...
Wzruszyła ramionami.