Jakby samo to przypuszczenie wydało się jej śmiesznem, zaśmiała się.
— Owszem! ależ owszem!
W oczach jej przemknął znowu błysk ironiczny.
— Tylko, że te kochania na świecie, to najczęściej... Z gestem pogardliwym i ściągniętemi brwiami dokończyła: — Taka rzecz marna, płytka...
— Rzadko zdarza się — podjąłem — aby człowiek kochał innego człowieka dla niego samego. Najczęściej kochamy dla własnej przyjemności...
— I chluby! — dokończyła z krótkim, trochę przykrym śmiechem.
Potem jeszcze zapytała:
— Czy pan zauważył, jak ludzie kochający rzadko współczują tym, których kochają? Owszem, dopóty kochają, dopóki osoba kochana jest zabawną, ale kiedy przestaje być zabawną — adieu mon plaisir! Serce ci zaczem, albo po czem płacze? — to niech nie płacze! Masz wszystko, czego tylko ci potrzeba, i powinnaś być szczęśliwą, a jeżeli nie jesteś, to są kaprysy, przywidzenia, i nie zawracaj mi niemi głowy, bo czasu nie mam...
Nagle obróciła ku mnie twarz i zapytała:
— A panu dobrze tu? Rad pan z tego, że tu przyjechał?