Beatrycze wyprowadzająca Dantego z przepaści błędów i ziemskich uniesień i światłością swojego lica wiodąca go stopniami ku niebu — jest symbolem narzeczonej.
Kiedy śród widoków mąk piekielnych poeta przejęty zgrozą i bojaźnią drży, twarz odwraca i czuje, że siły go opuszczają na dalszą po piekle wędrówkę — przewodnik jego szepce mu: zobaczysz Beatrycze! Na dźwięk tego czarownego wyrazu Dante powstaje, mężny znowu i znowu silny zapuszcza się w głębie kręgów piekielnych po naukę i oczyszczenie.
Tak młody mężczyzna wśród pokus i burz towarzyszących jego młodości czuje niekiedy, że ugina się i upada, ale błyska przed nim twarz narzeczonej, małżonki przyszłej, serce mu szepce, wytrwaj a ją posiędziesz, a na dźwięk tego czarownego wyrazu powstaje mężny znowu i znowu silny postępuje dalej po drodze prób ziemskich. „Jak każde drzewo z korzenia swojego, tak każda cnota moja z ciebie początek bierze!”, śpiewa Petrarka do Laury, do tej narzeczonej duszy swojej, której jak dowodzą historycy, nigdy ręką swoją ręki jej nie dotknął.
Czyliż więc złem by było, jeśliby młoda kobieta zostawała narzeczoną przez rok lub dwa lata?
Jeśliby ubrana w piękne miano narzeczonej kończyła duchowe doskonalenie się swoje?
Jeżeli myśl jej światłą jest i zwróconą ku poważnym przedmiotom, a miłość samowiedną i niepłochą, uczucie serca nie tylko nie będzie jej przeszkodą w pracy i rozwijaniu władz moralnych, ale owszem, zachętą i dźwignią.
Niechaj także młody człowiek dłuższym nieco oczekiwaniem przygotuje się do swojej roli męża i ojca, niech stałością uczucia zasłuży na oddającą mu się stale kobietę. Niech zresztą oboje mają czas wypróbować siły i prawdy miłości swojej, a gdy po pewnym czasie wzajemnego przypatrywania się sobie, po długim wnikaniu we własne serca i myśli ujrzą tę miłość równie silną i głęboką, a spotęgowaną jeszcze wszystkimi cnotami, całym światłem, jakie w czasie oczekiwania jedno dla drugiego i jedno przez drugie zdobyli — wtedy niech wchodzą do świątyni rodzinnego życia, ze spokojnym sumieniem i wzniesionym czołem: nie splamią jej, ale dołożą do jej budowy piękny diament odłamany z opoki miłości i cnoty domowej.
Podobny pogląd na miłość i małżeństwo musi koniecznie wydać się odstręczającym i nazbyt surowym wszystkim, którzy jak w jednej, tak w drugim widzą igraszkę chwili i sposób zadowolenia chwilowej fantazji i zachcianki, wszystkim, którzy nie zaglądając nigdy w głąb spraw ludzkich i nie rozumiejąc ich treści, spostrzegają tylko zewnętrzną ich postać i spieszą pochwycić to, co w nich powabne i słodkie, nie bacząc, że przez nieopatrzność swą na dnie pięknego kwiatu znajdą truciznę.
Przyjętym zaś i potwierdzonym zostanie pogląd ten przez tych, którzy rozumieją wielkość wyrazów: miłość i rodzina i umieją w nich dojrzeć to, co w istocie szacownymi je czyni — to jest leżące w nich cele społeczne i nieprzebrane środki doskonalenia się jednostek.
Można przypuścić, że opóźnienie wieku małżeństwa kobiet spotka czwarty jeszcze zarzut, opierający się na potrzebie pomnażania się ludności, któremu ma niby sprzyjać wczesne zawieranie małżeństw.