Podupadła wielkość staje przed ludźmi w postaci ofiary losu, która o minionej wielkości swej zapomnieć nie może, owija się płaszczem załzawionej melancholii i podniosłej dumy, która ostro odbija od upokarzającej pozycji, w jakiej przez brak własnej pracy stanęła.
Ze skargą na ustach, z roszczeniami przekraczającymi granice słuszności, każdy zwrócony do siebie wyraz waży na szalach rozdrażnionej miłości własnej, szukając w nim obrazy lub obelgi, śledzi otaczające fizjonomie, dopatrując szyderstwa lub lekceważenia tam nawet, gdzie go wcale nie było.
Zdaje się jej, jakoby każdy, kto widział dawniejszą jej świetność, dziś jej upadkowi urąga, w szczerym współczuciu nawet gotowa ubliżającą dopatrzeć litość i sprawdza się na niej słowo psalmisty: „Chleb mój jadłem gorzki jako popiół i łzami oblewałem łoże moje!”. A obojętnych, ze strony patrzących na nią, to nieustanne demonstrowanie boleści i upokorzonej, rozdrażnionej miłości własnej nudzi z początku, śmieszy na koniec; życzliwi nawet odwracają się, wyruszając ramionami i uchodzą, aby skryć uśmiech; nieszczęście gubi poważną szatę swoją, najsurowsza rzecz na ziemi: cierpienie występuje na pole komizmu w śmiesznych łachmankach arlekina. A jeżeli owa podupadła i próżnująca wielkość ma męża, który jako tako ciężką pracą zdobywać będzie dla niej kawałek chleba i dach własny, biada mu, albowiem jak Jeremiasz nad zburzeniem Jerozolimy, żona jego płakać nie przestanie nad zburzoną wielkością swoją!
Ktokolwiek zna ludzką naturę, dziwić się nie będzie tym upadkom, śmiesznościom i upokorzeniom kobiet, które tracąc bogactwo, tracą wszystko, co im życie miłym na ziemi czyniło. Nie one winne są temu, że z istot ludzkich przemieniają się w owe nakręcone tabakierki, grające wciąż na jedną płaczliwą, jękliwą nutę, w bezużyteczne chwasty, znikczemnione i pełzające dusze.
Są to nieszczęśliwe ofiary zwyczaju, który dla kobiet bogatych pracę za bezużyteczną uważa. Nieumiejętne i niezaprawione do pracy, w ubóstwie nie posiadają jedynego oręża, który by mógł ich obronić od mąk i śmieszności.
Niepodobna straszniej wydziedziczyć człowieka, jak niedaniem mu na drogę życia zdolności i miłości do pracy: niepodobna bardziej go skrzywdzić jak ścieśnieniem przed nim pola pracy i do niej sposobów.
Skrzywdzonymi pod tym względem są kobiety wszystkie, wydziedziczonymi całkiem kobiety bogate.
Nad tym przedmiotem warto długo się zastanowić, bo nieopisana suma dobrego, którą by świat mógł wynieść z serc i umysłów kobiet, gdyby one inny przejęły kierunek, dziś przepada marnie, bo tam, gdzie przewroty społeczne i zmiany ekonomicznego porządku kraju częstsze są niż gdzie indziej — bogactwo na słabszych też niż gdzie indziej wsparte jest podstawach i w miarę tego ci, co je posiadają, bardziej przygotowani powinni być do ubóstwa.
Przygotowanie to znaczy uzdolnienie i zamiłowanie do pracy — innego nie ma.
Bez nich wszelki stoicyzm, wszelka rezygnacja zachwiać się musi wobec materialnej biedy i wewnętrznej próżni, a zachwiawszy się upaść w łzy, wyrzekania i żebraninę — ten ostateczny wynik nieumiejętności i niechęci pracowania.