— Zejde! Mów dalej!
Lecz w tejże chwili ozwał się tuż za otwartym oknem przyciszony głos męski:
— Gołda!
Prządkę nie przelękło ani zdziwiło to nagłe wymówienie imienia jej przez głos obcy. Można by rzec, iż co chwilę spodziewała się ona usłyszeć głos ten obok siebie, tak poważnie i bez najlżejszego drgnienia powstała i ku oknu podeszła. Tylko oczy jej zapłonęły gorąco zza czarnych rzęs, a głos nabrzmiały był niewypowiedzianą słodyczą, gdy stanąwszy u okna rzekła z cicha:
— Meir!
Za oknami na szarym tle wieczoru rysowała się wyraźnie blada twarz młodzieńcza.
— Meir! — powtórzyła dziewczyna. — Ja wiedziałam, że ty obietnicy swej dotrzymasz i przyjdziesz!
— Ja przyszedłem do ciebie, Gołdo — mówił za oknem przyciszony głos męski — bo mnie dziś bardzo ciemno przed oczami i ja chciałem popatrzeć na ciebie, żeby świat zrobił mi się jaśniejszym...
— A dlaczego tobie dziś tak ciemno zrobiło się przed oczami? — zapytała dziewczyna.
— Ja mam wielką zgryzotę. Rabin Izaak oskarżył mię przed zejdem i zejde chce mię ożenić...