— Nu! — zaczął mełamed. — Co mówi szkoła Szammaja, a co mówi szkoła Hillela?
Długie nastąpiło milczenie. Siedzący na pierwszej ławie chłopcy trącali nieznacznie pięściami w boki współucznia, szepcząc mu:
— Szprich, szprich! (mów! mów!)
— Szkoła Szammaja — zaczął Lejbele drżącym i ledwie dosłyszalnym głosem — mówi: Błogosławić trzeba wino...
— Dzień! Dzień! A potem wino! — zaszeptały z pierwszej ławki litościwe, pomocnicze głosy.
Ale w tejże chwili ręka mełameda znalazła się w bliskości ucha jednego z podpowiadających tak bezpośredniej, że z piersi właściciela jego wydobył się pisk przeraźliwy, a inni współuczniowie pozamykali usta, a w zamian pootwierali oczy ze strachu i osłupienia.
Reb Mosze zwrócił się znowu do egzaminowanego ucznia:
— Miszna pierwsza! — zawołał. — Co mówi szkoła Szammaja?
Cichszy jeszcze niż wprzódy, trzęsący się głos dziecięcy odpowiadać zaczął:
— Szkoła Szammaja mówi: Błogosławcie wino...