— Jeżeli to nie twój i nie mój interes, to na co my mamy o nim mówić!
— Bywają na świecie takie interesy — odparł młody człowiek — które do wszystkich należą i wszyscy o nich mówić i myśleć powinni.
Mówiąc tak, miał zapewne na myśli to, co w cywilizowanym języku nosi imię spraw publicznych. Nazwy tej nie znał, ale głęboko i gorąco czuł rzecz, którą ona wyraża.
— Ja dziś o jednym strasznym sekrecie dowiedziałem się...
Witebski podskoczył z fotela, na którym usiadł był przed chwilą.
— Ja o żadnym strasznym sekrecie wiedzieć nie chcę! — zawołał. — Po co ty masz mi o nim mówić? Ja nie ciekawy!
— Po to, rebe, żebyś ty jemu na przeszkodzie stanął...
— A na co ja mam stawać? A co mnie do tego? A dlaczego ty do mnie z takim gadaniem przyszedł?
— Dlatego, rebe, że ty bogaty jesteś i pięknie mówić umiesz, i z całym światem zgodę trzymasz, nawet z samym wielkim rabinem, który aż uśmiecha się, jak ciebie zobaczy. Twoje słowo wiele może i żebyś ty chciał...
— Ja nie chcę! — przerwał Witebski ze stanowczością w głosie i chmurą na czole. — Ja bogaty jestem i zgodę ze wszystkimi trzymam, to prawda, ale ja tobie coś powiem, Meir.