Saul odpowiedział smutnym głosem:
— Reb Nochim Todros, niech błogosławioną będzie pamięć jego, mówić jej o tym zabronił.
— A dlaczego wy, reb Saulu, nie szukaliście sami pisania tego?
Saul jeszcze smutniej odrzekł:
— Reb Baruch Todros, syn reb Nochima, i reb Izaak, niech sto lat żyje, syn reb Barucha, szukać mi go zabronili!
— I niech nikt go nigdy nie szuka! — wykrzyknął z całej siły swej mełamed, podnosząc wysoko rękę uzbrojoną w widelec. — Niech nikt nigdy nie szuka pisania tego, bo ono pełne jest wielkiego bluźnierstwa i plugastwa! Rebe Saulu, zakaż ty dzieciom, wnukom i prawnukom swoim, aby pisania tego nie szukali, a jeżeli je znajdą, ażeby je ogniu na pożarcie dali! Bo kto pisanie to znajdzie i głośno ludowi przeczyta, na tego padnie chajrym i on wyrzuconym będzie z łona Izraelowego. Tak mówili reb Nochim i reb Baruch, niech błogosławioną będzie pamięć ich, tak mówi reb Izaak, niech sto lat żyje! W pisaniu tym klątwa jest i wielkie nieszczęście dla tego, kto je znajdzie!
Głębokie milczenie nastąpiło po słowach tych z nadzwyczajnym uniesieniem przez mełameda wymówionych, a wśród milczenia tego dało się słyszeć długie, drżące, namiętne westchnienie. Wszyscy obejrzeli się wkoło siebie, chcąc dowiedzieć się, czyja pierś wydała z siebie ten szmer rozrywającego jakiegoś pragnienia, lecz nikt nie dowiedział się o tym. Ujrzano tylko Meira, jak w wyprostowanej postawie, z pobladłą twarzą, gorejącymi oczami wpatrywał się w twarz prababki. Ona odczuwając jakby ten przeszywający ją wzrok ulubionego dziecięcia, podniosła zmarszczone powieki i wymówiła:
— Meir?
— Bobe? — odparł wezwany głosem nabrzmiałym miękką pieszczotą.
— Kleiniskind! — szepnęła prababka i uśmiechając się błogo, usnęła znowu.