— Obrzydliwości leją się z ust młodzieńca tego. W ciało jego przeszła dusza pradziada jego, Hersza Ezofowicza.
— Nassi! — głośniej niż dotąd zawołał Mosze.
Niewyraźne mruknięcie za drzwiami zachęciło go do dalszego mówienia:
— On szukać będzie pisania Michała Ezofowicza Seniora, ja to z oczów jego widział, i on pisanie to znajdzie! A jak on je znajdzie i ludowi głośno przeczyta, zbuntuje się przeciw twoim naukom duch Izraela!
Długie po słowach tych panowało milczenie, aż głos basowy ozwał się znowu:
— Kiedy on pisanie to znajdzie, spocznie na głowie jego ciężka prawica Pana i w proch ją rozsypie... Mosze! A co on po wieczerzy robił?
— On poszedł do domu reb Jankiela i z kantorem Eliezerem długo rozmawiał: ja przechodził tamtędy i przez okno widział.
— Mosze! A kto był tam więcej?
— Byli tam Chaim i Mendel, co oni z Ezofowiczami w pokrewieństwie są, i Ber, zięć Saula...
— A co oni pomiędzy sobą mówili?