Milczał chwilę, potem odpowiedział z wolna:
— Stąd, że u nas czarni ludzie są i że u nas wszędzie tak czarno... tak czarno...
Dziewczyna spuściła czoło na dłoń i jak smutne echo powtórzyła:
— Oj, czarno!
Meir zamyślonymi oczami patrzał wciąż w dal, w stronę, kędy długi szlak lasu rozdzielał złotą równinę z liliowym skłonem nieba.
— Gołda! — ozwał się półgłosem.
— Co, Meir?
— Czy ty nigdy nie chciałaś wiedzieć i widzieć, co tam, za tym lasem gęstym i wysokim dzieje się daleko... daleko, na szerokim świecie?
Dziewczyna milczała. Z postawy jej pochylonej ku młodzieńcowi i oczu jej szeroko rozwartych, płomiennych poznać można było, że kiedy patrzała na niego, nic już więcej na całym szerokim świecie widzieć ni wiedzieć nie chciała.
Ale Meir mówił dalej: