Z kozła odpowiedź brzmiała:
— Nie wiem. Zdaleka jedzie!
— A dlaczego nie zajechaliście na pocztę?
— Bo będzie nocować.
Wtedy właściciel zajazdu zwrócił się do stojącej na ganku żony:
— Ruchla! Będzie nocować!
A Ruchla z kolei, oglądając się na kogoś będącego w sieni, zawołała:
— Gitla! pokój gościnny zamiataj!
Rozkaz szybko spełniono, bo przybyłą spotkała w sieni chmura kurzawy, wznosząca się z pod wielkiej miotły, energicznie poruszanej przez dziewczynę niedorosłą, chudą, śniadą, w nędznej odzieży, z ogromną kosą czarną na pochylonych plecach. Miotła, z przeraźliwym szelestem skrobiąc grubą podłogę, podnosiła kurzawę coraz gęstszą, krztuszącą, ludzie wyglądali śród niej, jak niewyraźne widma. Jedno z tych widm, ze słodkim uśmiechem w głosie, przemówiło:
— Niech jasna pani posiedzi sobie na ganku, nim pokój wymiotą. Pogoda taka piękna!