Śmiejąc się jeszcze dodał:
— Pomysł twój, kuzynko, świadczy o doskonałej dobroci twego serca i zupełnej zarazem nieznajomości świata... W takich amfibiach58, jak panna Justyna, kochać się bardzo można, ale żenić się z nimi — impossible59...
— Amfibie! — zawołała Kirłowa. — Kobietę do żaby przyrównywać!...
— Naturalnie — przerwał Różyc. — Sama pomyśl: urodzona i nie urodzona, wychowana i nie wychowana, biedna i nie biedna... słowem, nie wiedzieć kto...
Z błyszczącymi od gniewu oczami Kirłowa zapytała:
— Więc po cóż jeździsz do Korczyna?
— Bo mnie ta niespodziewana dla mnie samego sympatia ożywia trochę, podnieca, i doprawdy, zjawiła się ona bardzo w porę, kiedym już zwątpił o wszelkich urokach życia...
— Ale jakiż koniec? — uparcie zapytywała kobieta.
— Moja kuzynko — odpowiedział — za mało jestem filozofem, abym myślał o końcu każdej rzeczy... Advienne ce que pourra60... I chwila przyjemności do pogardzenia nie jest...
Kirłowa z wielką powagą i stanowczością rzekła: