— A dlaczegóż czapki na głowie nie masz?
Z tą samą mimiką chłopiec odpowiedział:
— Czy ja wiem? We dworze? Może kto będzie gniewał się na mnie?
— Włóż zaraz czapkę i mów głośno — zadyrygował Witold i widać było, że go znowu coś w serce ukłuło. Ale spojrzał na wędy i zwracając się ku dziedzińcowi zawołał:
— Mars! Mars!
Wielki, czarny ponter wyskoczył z kuchni, w pobliżu której stali dwaj młodzi ludzie.
— Chodźmy! — zawołał Witold.
— Chodźmy! — głośno już i raźnym gestem starą czapkę na ogromną czuprynę swą wkładając, powtórzył chłopiec w siermiędze.
Przez furtkę do ogrodu wbiegłszy od starych klonów, długą ścianą stojących nad samym brzegiem wysokiej góry, szybko z niej zstępować zaczęli ku Niemnowi. Mars cwałował przed nimi.
— A gdzież Sargas? — zapytał Witold.