— Ależ nie! U wszystkich! Któż by?...
— Panna Marta, na przykład, nie uznaje mię... — z komiczną żałością skarżył się Kirło.
— O, Marta... Ona taka biedna... zgorzkniała... popędliwa...
— Panna Justyna...
— O Justynka! Ona tak jest oryginalna...
— Mąż pani...
— Mąż mój! On zajęty... nietowarzyski... zawsze tylko o gospodarstwie swoim i o interesach...
Przerwała i zwróciła się do Teresy Plińskiej, która w tej chwili z zachwyceniem przypatrywała się błyszczącym binoklom w cieniu siedzącego gościa.
— Tereniu, daj mi trochę wody i proszek bromowy, bo czuję nadchodzący globus.
Teresa poskoczyła ku toalecie i w mgnieniu oka podała towarzyszce żądane przedmioty. Pani Emilia delikatnie, z wdziękiem ujęła jedną ręką kryształową szklankę, drugą proszek zamknięty w dwu okrągłych opłatkach i tłumacząc się jakby z czynności, której dokonać miała, do nowego sąsiada rzekła: