— Atwarit’!
Ale mniej jakoś głośno i twardo niż zwykle.
Z łatwością otrzymał trzydniowy urlop i u końca dopiero dnia trzeciego do miasteczka powrócił. Zaraz poszedł do wysoko postawionego przyjaciela.
— Dokuczam ci ja, gołubczyk, ale to już ostatni raz... Potem nigdy już nie będę. Cóż z tym wezwaniem mego plemiannika do komisji? kiedy?
— Jutro wieczorem!
Radość błysnęła mu w oczach.
— Wieczorem! To dobrze, dobrze!
— Z czego ty tak ucieszył się, Apolinar?
— Cały dzień jeszcze mieć będę do namawiania...
— Namawiaj, namawiaj, aby upokorzył się. Od tego zależy wszystko.