Aleksander ze wzruszeniem rękę mu ścisnął.
— Jaki ty dobry dla mnie, bracie!
— Nu, co tam! Co tam! Ja by dla ciebie Boh znajet szto!...
Dziwne u ludzi bywają czasem przeczucia, te uprzedzające wypadki rzuty duszy. W tej chwili dwaj ci ludzie po raz pierwszy zaczęli sobie mówić: ty!
— Nu — rzekł oficer — czas nam w drogę!
Przez otwór w drzwiach zawołał:
— Smatrytiel!
Wezwany dozorca natychmiast wszedł do celi; Karłowicki papier zza mundura wyjęty mu pokazał:
— Po prikazanju...
Wyszli obaj z celi, przeszli różne korytarze i wschody, przed wyjściem z budynku Karłowicki znowu komuś papier pokazywał. Szyldwachy wszystkie rotnego dowódcy salutowali.