— Spotkałem się z nim, widziałem go, to człowiek niezwykły, na wodza stworzony. Przyrzekł, więc przyjedzie... Tacy ludzie, gdy coś przyrzekną...
— Rzecz prosta, że przyjedzie. Czy dowództwo przyjmie? nie wiadomo...
— Przyjmie niezawodnie...
— Dlaczego niezawodnie?
Gospodarz domu zbliżył się do żony i z cicha rzekł:
— Jest już tak późno, że kazałem podawać wieczerzę. Proś gości, Stefuniu!
Wysokie czoło przeszywała mu zmarszczka niezadowolenia i w zarysie ust tkwił wyraźniejszy niż kiedykolwiek sarkazm. Jeden ze stojących przed nami młodzieńców z drgnieniem ironii w głosie zapytał:
— Pan już zwątpił?
— Zwątpiłem.
— Ja nie.