— Niech państwo już cicho będą! Słuchamy!

— Słuchamy! Słuchamy!

Z takim lekkim ukłonem, z jakim zazwyczaj dobrze wychowana kobieta przystaje na objawione jej żądanie, Róża rzekła:

— Owszem. Jeżeli państwu sprawi to przyjemność, przeczytam.

I głosem zrazu cichym, potem coraz pewniejszym i nabierającym dźwięków wcale miłych i dobitnych czytać zaczęła:

W Tobie ja samym, Panie, człowiek smutny,

Nadzieję kładę; Ty racz o mnie radzić.

Nieprzyjaciel mój, jako lew okrutny,

Szuka mej duszy, aby ją mógł zgładzić...

Z jego paszczęki, jeśli, o mój Boże