Ktokolwiek wyobraża sobie naukę, jako zbiór wiadomości, służących tylko do zadowolenia właściwej człowiekowi umysłowej ciekawości lub ułatwiających mu zdobycie i upiększenie materyalnego jego bytu, — ten określa ją w sposób conajmniej niedokładny. Wiadomości, zdobywane i szerzone przez naukę, nie odegrywałyby w ludzkości roli przeważnej, gdyby cały zbiornik ich nie wytwarzał, w ostatecznym swym wyniku, sposobów pojmowania natury świata i ludzkości, a przez sposoby te pojmowania — nie przekształcał do głębi działania i wzajemnego na siebie oddziaływania różnych władz wewnętrznych człowieka. Bez pojęć umysłowych, wytworzonych przez naukę, czyli — przez poznanie natury świata i ludzkości, nie może istnieć owa: „narada różnych wzruszeń”, wspomniona powyżej, a w procesach psychicznych ludów pierwotnych, więc pozbawionych nauki, nie istniejąca; nie mogą też istnieć ani jasna świadomość wszechstronnej natury celów i pożądań społecznych, ani umiejętność wybierania dróg, któremi do osiągnięcia celów i zadowolenia pożądań dążyć należy.

Pojęcia, tak o naturze świata i ludzkości, jak o różnorodnych zjawiskach natury téj, wypracowywane i szerzone przez dzisiejszą naukę, sprzyjają w szczególności zaprowadzeniu równowagi pomiędzy istniejącym w patryotyzmie, tak jak i we wszelkich innych dziedzinach ludzkiego bytu, pierwiastkiem nienawiści, a powstrzymującą rozrost i wybuchy pierwiastku tego refleksyą. Tak np. pierwiastek nienawiści, zawarty w patryotyzmie, samoistnie niekiedy, częściej daleko pod naciskiem działających nań wpływów, najwybitniej i najpospoliciej jeszcze wybucha — w wojnach.

Zobaczmy, jakiem jest pojęcie o pochodzeniu, naturze i następstwach wojen, przez naukę dzisiejszą jednomyślnie zatwierdzone, a naprzeciw namiętności i popędu postawione. „Dopóki ludzkość podległą jest dzikości i pierwotnemu stanowi cywilizacyi, dopóty następstwem wojny jest: wytępianie społeczeństw słabych, a uwalnianie silnych od niedołężnych ich członków, — dopóty, w dwojaki sposób ten, odbywa się rozwój drogocennych władz fizycznych i umysłowych, przez wojnę, w grę wprawianych. Później jednak, w dalej już posuniętych fazach cywilizacyi, drugie z działań powyższych dokonywa się całkiem na odwrót. Skoro tylko rozwój i podział pracy ludzkiej dosięga stopnia tego, przy którym pewna tylko część dorosłych członków społeczeństwa obowiązaną jest do władania orężem, objawia się wnet dążność ku wybieraniu dla czynności tej osobników najsilniejszych i najpomyślniej utworzonych, a pozostawiania dla sprowadzania potomstwa najsłabszych i fizycznie najniższych. W Anglji, gdzie stosunkowo wojsko jest małoliczne, lekarze odrzucają znaczną część indywiduów, stających do poboru. Okazuje to, iż wojskowość działa niezbędnie w kierunku zesłabnięcia rasy. Gdziekolwiek przez kilka lat, z kolei, pobor wojskowy wyłącza z pośród ludzkości osobniki najpiękniejsze, — jak się to działo we Francyi, — potrzeba zniżenia miary wymagalnego wzrostu dowodzi szkodliwości wpływu, wywieranego, przez system ten, na owe przymioty zwierzęce, będące konieczną podstawą dla rozwijania się zalet wyższego rzędu. Jeżeli zaś sztuczny ten upust krwi społeczeństwu odbywa się i z innej jeszcze strony, jeżeli znaczna część prac najcięższych spada na ludność kobiecą, wyczerpywaną już przez trudy macierzyństwa, natenczas wstępuje w grę drugi jeszcze czynnik fizycznego upadku. I w ten to sposób, po przejściu pewnego, początkowego stadyum postępu, wojny, zamiast sprzyjać fizycznemu rozwojowi ludów, stają się dlań przyczyną upadania.”

„Następnie, w stosunku do pracy ludzkiej, wojny, sprzyjając pośrednio rozwojowi przemysłu, przez wytwarzanie wielkich agglomeratów ludnościowych, bezpośrednio wywierają nań wpływ pognębiający. Wpływ ten jest pognębiającym, przez zużywanie rąk i materyałów, które, w kierunek ten nie zwrócone, zasilaćby mogły przemysł; przez zmięszanie stosunków wzajemnej zależności pomiędzy czynnikami wytwarzającymi i konsumującymi; przez upłynięcie w koryto inne zdolności organizacyjnych i administracyjnych, które mogłyby stać się użytecznemi postępowi umiejętności i urządzeń przemysłowych. A gdy porównamy Spartę, urządzoną całkowicie na sposób wojskowy, z Atenami, które połowę zaledwie urządzeń tych posiadały, — albo, jeśli przypomnimy sobie wzgardę dla umiejętności wszelkich, wyznawaną przez epoki, odznaczające się duchem wyłącznie wojskowym, jak np. epoka feudalizmu, nie będziemy mogli zaprzeczyć temu, że wojny nie idą w parze ani z rozwojem przemysłu, ani z postępami umysłowymi wyższego rzędu, które wspomagają przemysł i wzajem są przezeń wspomaganymi.”

„Nie inaczej się dzieje z następstwami czysto już moralnej natury. Z jednej strony wojny wyrabiają wprawdzie przymiot karności, — przymiot zatem, który nietylko sam czasowo jest potrzebnym, ale, który jeszcze służy za środek do nabycia przymiotów, potrzebnych zawsze; z innej strony jednak, — wyrabiają one przymiot ten nie inaczej, jak kosztem przechowywania lub nawet wzmagania właściwości przeciwspołecznych. Wybuchy, spowodowywane przez pierwiastek egoizmu, niemogą być umniejszonymi przez nic innego, tylko przez pierwiastek współczucia, — otóż czynności wojenne niszczą współczucie, co więcej — rozwijają one egoizm do stopnia tego, na którym zło, sprawione innym, staje się rozkoszą. Członek społeczeństwa, który zokrutniał wśród zabijania i ranienia nieprzyjaciół, okrucieństwo to przynosi niezbędnie do ogniska społeczeństwa własnego. Zdeptane na polach bitew współczucie, nie powstaje już do życia w stosunkach cywilnych. Im więcej ludność przyzwyczaiła się, w czasie wojen, do zadawania cierpień innym, tem pewniej przyzwyczajenie to przechowa w czasie pokoju; ztąd powstać muszą, w stosunkach społecznych, nieprzyjaźnie, gwałty zbrodnicze i mnóstwo innych, mniej ważnych, niezgód, które sprowadzają dążność ku anarchji i z kolei — konieczność rządów repressyjnych. To też, przyzwyczajenia cywilizacyjne, przez uspołecznienie rozwijane, neutralizowanemi są przez przyzwyczajenia antycywilizacyjne, nabywane w wojnach; i w ten sposób, oprócz bezpośrednich śmierci i cierpień, wojna sprowadza pośrednio szereg nieszczęść innych, utrzymując pośród ludności uczucia anty-społeczne.” (Herbert Spencer, L’introduction à la science sociale, p. 213–216).

To i wszelkie inne, tego samego rzędu, pojęcia umysłowe, dostatecznie zrozumiane i rozprzestrzenione, utworzyć mogą summę wyobrażeń i przekonań, pełniącą, względem uczuć i popędów, rolę obrończego wału. W obec jasnej świadomości zła i dobra, szkód i korzyści, wypływających z pewnego rzędu działań i postępków, i świadomością tą zrodzonej refleksyi, uczucia stać się muszą ostróżniejszemi, a popędy utracać stopniowo gwałtowność swą i bezwzględność. Tym sposobem tylko powstać może równowaga owa pomiędzy uczuciowemi i umysłowemi władzami jednostek ludzkich, a zatem i społeczeństw, równowaga zapobiegająca przedewszystkiem może — poddawaniu się społeczeństw wpływom i parciom, na uczuciową ich stronę wywieranym. Im większą summą pojęć umysłowych zawładnie społeczeństwo i im rzeczywiściej zawładnie nią, to jest: im głębiej wnikną one we wszystkie warstwy ludności, tém większe posiądzie prawdopodobieństwo, iż patryotyzm jego pchniętym nie zostanie w kierunki fałszywe, przez umiejętnie na uczuciową stronę jego oddziaływające, a postronne mu interesy i namiętności.

Równowaga ta przecież pomiędzy uczuciowemi a umysłowemi władzami jednostek i społeczeństw, którą wytworzyć może tylko głębokie wsiąknięcie w grunt społeczny pojęć umysłowych, przez naukę wyrobionych, chwiejną i łatwemu nadwerężeniu podlegającą być musi zawsze, ilekroć, wśród samychże władz uczuciowych, nie wytworzy się i nie utrwali przewaga miłości nad nienawiścią, co najmniej, — równowaga egoizmu i współczucia. Nienawiść ustępować może miejsca miłości i współczucie, zamykać egoizm w pewnych nieprzekraczalnych granicach, tylko mocą ćwiczenia i potęgowania wrażeń kategoryi pewnych, a przerzedzania i pognębiania im przeciwnych; mocą też wyrabiania obyczaju, smaku i przyzwyczajeń, wzrostowi współczucia, a zanikaniu nienawiści sprzyjających. Działalność w tym kierunku dokonywana jest wychowywaniem ludów. Wychowanie ludów stanowi konieczną podstawę dla ich wykształcenia; w niem pojęcia umysłowe znajdują grunt, w którym silnie i trwale zakorzeniać się mogą i ochrony, które je od przemienienia się w zgłoskę martwą strzedz mają. We współczesnem nam stadyum cywilizacyi, wychowywanie ludów mniej jeszcze posiada wartości społecznej, czyli: na niższym jeszcze znajduje się stopniu rozwoju, niż ich kształcenie. Tłómaczy to jasno: dla czego w takich nawet społeczeństwach, które posiadają już znaczną summę pojęć umysłowych, pierwiastek nienawiści przeważa potężnie nad pierwiastkiem współczucia. Nie dowodzi to bynajmniej, jak chcą twierdzić niektórzy, bezsilności nauki i wytwarzanych przez nią pojęć na etyczne skierowanie się ludzkości, lecz uwyraźnia tylko związek nierozerwalny, zachodzący pomiędzy działaniami umysłów i charakterów i konieczność zaprowadzenia w charakterach równowagi egoizmu ze współczuciem dla utrzymania takiejże równowagi pomiędzy umysłem, a uczuciem. Że obecne wychowywanie ludów, dla celów i z przyczyn wielu, nad któremi rozszerzać się nie możemy, odbywa się jeszcze, w kierunku nadawania nienawiści, przewagi nad współczuciem, dowieść tego mogą dwa tylko, z pomiędzy mnóstwa innych, zaczerpnięte przykłady: panujący system historycznego nauczania i równoległe wyrabianie w młodych pokoleniach przyzwyczajeń, wręcz sprzecznej z sobą natury.

Śmiało, zda się, rzec można, że, będący dziś w użyciu powszechném, sposób nauczania historyi, umyślnie lub nieumyślnie, lecz prawie wyłącznie, zmierza do obudzania wrażeń nienawiści, do wydobywania z głębin istoty ludzkiej, przytłumionych przez cywilizacyę, popędów napaści, chciwości i zemsty. Dzieje i piśmiennictwo Greków i Rzymian, stanowiące główną osnowę kształcenia młodych pokoleń, ukazywane są przeważnie, jeśli nie wyłącznie, ze strony, napełniających je, rożnorodnych, a zawsze groźnych i krwawych kolizyi. Któraż strona dziejów Grecyi, przed pamięcią i wyobraźnią uczniów, przesuwaną bywa częściej i rozleglej: ta, która przedstawia nieustanne zawiści, współzawodnictwa, walki, czy ta, na tle której duch grecki, zgłoskami artyzmu i filozofji, nakreślił pełne łagodnej wielkości słowa: „spokój jest pięknością”? Któż mozolnie i długo nie uczył się kolei i perypetyi wojen Punickich i nie klękał duchem przed Scypjonem Afrykańskim, zasypującym w gruzach kwitnącego miasta setki tysięcy ludności, broniącej praw swych do życia i pracy? Lecz komuż przyszło na myśl, naprzeciw obrazu tego, umieścić przed młodemi oczami, obraz następstw złowrogich, które Rzym ściągnąć musiał dla siebie i ludzkości, przez zniszczenie rywalki swej, lecz też i współpracownicy? Któż pomyślał, aby wrażenie nienawiści, względem pokonanych, objawiające się radością ze zwycięztw Scypjona, przytłumić w młodem sercu wrażeniem litości, obudzonej nieźmiernym bólem okrzyku: Delenda Cartagena! Dosyć jest posiąść summę wiadomości taką, jakiej udziela pierwiastkowe nauczanie, aby wiedzieć na pamięć: ile wojen wytoczył i ile bitew wygrał Juljusz Cezar; lecz trzeba studyować naukę prawoznawstwa w najwyższych jéj sferach, aby dowiedzieć się: co, w interesie samego Rzymu, Cezar uczynił dla ludów, przez Rzym podbitych. W nauczaniu dziejów Izraelskich zarówno, będących znowu podstawą wychowania religijnego, Księgi Sędziów i Królów, przepełnione obrazami walk, okrucieństw i morderstw, pierwsze zajmują miejsce; lecz jakże w niewielkiej liczbie dziecięcych i młodzieńczych istot zadrga wrażenie współczucia, wywołane słowami Proroków, nauczających, jako potęga w obec słabości dobrą być powinna; jako niewola bezprawiem jest i zadatkiem upadku; jako kiedyś włócznie i dzidy zamienią się w pługi, a bazyliszek uszanuje igrającą przy gnieździe jego rękę dziecięcą. Cóż jednak, gdy nauczanie historyczne, od tej dalekiej i nikogo już bezpośrednio nie dotykającej przeszłości, przechodzi w czasy nowsze, — w czasy, z których żyjące dziś narody czerpią prawa swe, dziedzictwa i chluby! Tu despotycznie już panują obrazy i wyobrażenia natury takiej, która, w upajanych nimi ustrojach, wzniecać może wyłącznie wrażenia pychy i wzgardy, tych nasion uwielbienia samego siebie, a pomiatania prawami i wartością innych. Mniejsza o to, jakie przysługi uspołecznieniu i cywilizacyi, ledwie powstającej do życia Europy, przyniósł Karol Wielki! Niemcy i Francya w zażartym a dotąd trwającym sporze odbierają go sobie wzajem, dla tego, aby, udowodnione posiadanie go, udowodniło prawa ich do pewnych dziedzictw i chwał. Wprzód zanim młode pokolenie francuzów lub niemców dowie się o istotnych zasługach męża tego, dowiaduje się, iż obowiązaném jest do odbierania chwały wydania go przeciwnemu plemieniu, a wiadomość ta przynosi mu z sobą zawistne i nienawistne wrażenia. W ten to sposób, każdy ustęp z dziejów średniowiecznych i nowożytnych, każda wielka scena dziejowa, każda zasługa lub wina, znacząca karty życia współczesnych narodów, w kraju każdym znajduje tłómaczenie inne, a zawsze takie, że wytryskują zeń żużle wrażeń, mające w przyszłości: wzniecić pożary odpowiednich im namiętności. W ogóle, z pomiędzy dwu strumieni dziejów ludzkich, z których jeden huczy walkami, gore pożogą i grzmi złorzeczeniem, a drugi, na spokojnych falach swych, niesie naukę, sztukę, rozwijającą się wciąż i w milijony gałęzi rozrastającą się pracę i myśl ludzką, — historyczne nauczanie młodych pokoleń posługuje się jednym tylko, drugi pozostawiając w cieniu tak dalece, że oddalonym i przyćmionym widokiem swym budzić nie może żadnych wrażeń i żadnych wychowawczych wywierać wpływów. Zresztą, system taki historycznego nauczania, bynajmniej naukowym nie jest. Faktów, datt i imion własnych, zapełniających nauczanie to, a w żadną syntezę nie związanych i żadną uspołeczniającą myślą nie napojonych, zwać nie podobna umysłowemi, ani żadnemi pojęciami. Jest to zaledwie pierwszy podkład pod istotną umiejętność historyi, — podkład przecież, na którym nic już więcej wznoszoném nie bywa, a z którego unoszą się gorzkie pary owego morza, które niegdyś zalewało pierwotny byt ludzkości. Szerokie rozłożenie na przestrzeni społecznej podkładu tego wydaje się oświatą, w gruncie jednak jest jeszcze zaledwie próbą jéj, jedném z pierwszych stadyów jéj rozwoju. Czyliż więc dziwném jest, że, gdy w tak ważnym i tak szerokie miejsce zajmującym dziale wychowania, pojęcia umysłowe są nieobecnemi, a pierwiastek współczucia, przez bezczynność, w jakiej go pozostawiono uśpionym i zesłabłym, w psychicznych istotach obywateli krajów, nie odbywa się „narada wzruszeń różnych”, lecz, że podlegają oni tylko lub przeważnie jednej, najgorliwiej w nich ćwiczonej, wzruszeń kategoryi? Tu zarzucić można, że przecież wzruszenia, przywołujące do życia pierwiastek współczucia, obudzanemi są w członkach społeczeństw, przez nauczanie religijne; że nauczanie to, stawiąc przed wyobraźnią pokoleń obrazy miłości, pokory, zaparcia się, poświęcenia, samo już, bez współpomocy innostronnych czynników wychowawczych, zdolném jest wytworzyć przewagę współczucia nad nienawiścią i egoizmem.

Tak zapewne; nauczanie religijne mogłoby, w znacznej przynajmniej mierze, przyczynić się do otrzymania tych zbawczych dla ludzkości wyników, gdyby w wychowywaniu ludów nie istniał drugi czynnik, wpływający na nie w kierunku ujemnym, mianowicie: równoległe rozwijanie w nich przyzwyczajeń i upodobań najsprzeczniejszej z sobą natury moralnej.

Sprzeczność tę zauważył, w jedném z dzieł swych, John Stuart Mill, pisząc o młodych lordach angielskich, którzy po wysłuchaniu, w ścianach domowych, długich i budujących nauk o miłosierdziu i litości, wprost od nauk tych udają się do parków, kędy, ścigając i mordując źwierzęta, ku zabawie ich tam zgromadzone i najnielitościwiej dręczone, nabywają przyzwyczajeń, wręcz naukom powyższym przeciwnych. Nie przeczymy, że dręczenie i mordowanie źwierząt, nie z potrzeby, lecz dla zabawy dokonywane, zaprawia tych, którzy oddają się tej zabawie, do obojętnego spoglądania na rozlew krwi i męczarnie, do znajdowania nawet w widoku tym pewnego gatunku rozkoszy. Wybitniejszy jeszcze przykład tego, niż polowania angielskich lordów, przedstawiają walki byków i kogutów, istniejące i stanowiące dotąd najpopularniejsze źródło rozrywki w wielu krajach, ludność których, pracowicie zkądinąd jest przyzwyczajaną do wstrętu względem wszystkiego, co jest mordem, krzywdą i dręczeniem. Lecz, o ileż szersze i silniejsze wpływy wychowawcze niezgodność ta przyzwyczajeń wywierać musi, ilekroć znajduje się w stosunkach międzyludzkich. A znajduje się w nich ona niezmiernie często. W wychowaniu domowém pospolitym wielce bywa zwyczajem: nauczać dzieci litowania się nad żebrzącymi nędzarzami i własnoręcznego udzielania im pomocy, czyli jałmużny. Z drugiej jednak strony, najpospolitszą też pod słońcem jest rzeczą, iż dziecię, które przed chwilą litowało się nad żebrakiém i wspomagało go, z tych samych ust, które w niém litość tę i żądzę niesienia pomocy obudziły, uczy się wzgardy i nienawiści, względem licznych kategoryi istot ludzkich, względem np. niższych klass społeczeństwa lub innowierców. Codziennie, wraz po obudzeniu się i przed zamknięciem powiek do snu, dziecię powtarza wzniosłe słowa Modlitwy Pańskiej o win odpuszczeniu, piękność zresztą i słodycz przebaczenia przedstawianą mu bywa za pośrednictwem odpowiednich ustępów Ewangelji; — lecz, w innych momentach dnia i na innych kartach księgi, do nauczania go przeznaczonej, słyszy i czyta ono o piekle, dowiaduje się zatém i zwolna do myśli tej przywyka, że Bóg nie przebacza. Toż samo z pokorą. Młode pokolenia przyzwyczajanemi bywają z jednej strony do milczącej uległości i spokojnego przenoszenia zadawanych im upokorzeń, krzywd choćby; z drugiej jednak, — pilnie nauczanemi prawidła, zapisanego w kodeksie honoru, które, za niepomszczenie otrzymanej obelgi okrywa hańbą, a nawet ukorzenie się przed samą wyższością czyjąś poczytuje częstokroć za brak, tak zwanej, osobistej godności. Toż samo z ową godnością człowieczą, pojętą w stosunku nie do jednostki już, lecz do całego rodu ludzkiego. Z jednej strony, umysły ludzkie przywykają do pojmowania ludzkości nietylko w oderwaniu od całego rzędu istot organicznych, — lecz, w niezmierném, wzrokowi niedościgłem, nad nie wyniesieniu; ztąd wynika pojęcie godności człowieczej, oparte na najwyższych właściwościach ludzkiej natury, takich jak: intelligencya, zdolność do uspołeczniania się, współczucie i współpomoc. Z innej jednak strony, też same umysły, w skutek udzielanych im nauk i nadawanych przyzwyczajeń, uczą się cenić, wyżej nierównie nad istotną ich wartość, przymioty czysto źwierzęce, mianowicie: siłę i odwagę fizyczną; siłę i odwagę, pojętą nietylko jako podstawę dla rozwoju władz i przymiotów wyższych, jako środek do wykonywania prac odpowiednich, do słusznego odpierania napaści, ale także i przedewszystkiém, jako narzędzie do zadość uczynienia nienawiści i zemście, do otrzymania pożądanych, — a któż pyta: czy prawych? zdobyczy, do odnoszenia zwycięztw, w krwawych walkach, bez celu choćby, wprost dla zabawy toczonych, czego przykład przedstawia ulubione do dziś dnia w Anglji bokserstwo, a w Hiszpanji gromienie na arenach publicznych źwierząt dzikich, przez atletów, umyślnie w celu tym kształconych, a wynagradzanych pełną zapału miłością i czcią ludności.