Przerwała mu ze śmiechem:
— Słowem, próbują chwytać za skrzydła wiatr, lecący polem i o samem południu szukają na zegarze godziny czternastej. Odgadł pan. Jestem taką.
On szepnął:
— Ja również. Jesteśmy jednacy.
Na twarz jej spadła jasność wielkiego szczęścia. Czuć się dokładnie wyczytaną i na innej karcie wyczytywać te same zgłoski, z jakich składa się wyraz naszej istoty własnej, to wielkie szczęście! Z wyrazem szczęścia w oczach patrzała na Porcelankę, której korona rozwinęła się już w całej pełni. Wtem, ruchem zdziwienia obróciła głowę ku towarzyszowi, który zapytywał:
— Co pani uczyniła ze swoim karnawałem przeszłorocznym?
— Pan wie o tem?
— Opowiadały mi te panie... „Niech pan sobie wyobrazi! — mówiły — przeszłoroczny karnawał był ożywiony i wesoły, zabaw rozmaitych było mnóstwo, wszystkieśmy jak szalone tańczyły przez kilka tygodni, stroiły się, bawiły w sposób rozmaity i jedna tylko ta biedna Walentyna, błysnęła parę razy na balach w toalecie z pomiędzy najpiękniejszych najpiękniejszej, poczem wzięła, i ni z tego, ni z owego, na wieś do rodziców wyjechała. Caluteńki karnawał — mówiły — ta biedna Walentyna przesiedziała na wsi, przez okna zamarzłe patrząc jak śnieg pada”. Tak mówiły — czy prawdę?
— Prawdę! Nie wiem już po raz który próbowałam razem ze wszystkiemi iść do studni uciech, ale wody jej były tak zimne... na balach tylko tak ziębłam...
— Ziębła pani?