Lilla milczała, nie śmiąc oczu podnieść na stryja.

— A cóżby to ciotka powiedziała na te oznaki panieńskiego wzruszenia? przecież ty panna wysoko urodzona, a on syn stolarski! he?

Lilla, nie mogąc powstrzymać się dłużéj, z głośnym płaczem rzuciła się na piersi stryja.

— Jakem Odrowąż, śmieszna z ciebie dziewczyna — zawołał pan Wincenty, dobrotliwie obejmując synowicę — no, gadaj-że mi zaraz, czy kochasz go, czy nie, a nie becz, bo to się na nic nie przyda.

— Stryjaszku! ja Bogu i sobie przysięgłam, ze jego tylko jednego przez całe życie kochać będę, — szepnęła Lilla, kryjąc oczy na piersi stryja.

Twarz Odrowąża zajaśniała poczciwym uśmiechem.

— No, to i bardzo dobrze — rzekł — to się i pobierzecie, bo i on powiedział mi, że ciebie kocha. Poczciwe chłopczysko, mówi, iż doświadczał zgryzoty sumienia, kradnąc niby twoje serduszko bez mojéj wiedzy. Niech-że więc je posiada z mojém pozwoleniem i błogosławieństwem.

— Ale co ciocia na to powié? — szepnęła Lilla, uśmiechnięta przez łzy i całując ręce stryja.

— Ot wytniem jéj taką siurpryzę, że aż podskoczy, choć grubsza ode mnie! — rzekł Odrowąż, pokręcając wąsa.

— Byle-by nie zbyt nagle ją martwić — prosiła dobra Lilla.