— Czemu nie można? Można! — spokojnie odrzekł gospodarz. — Krystyna! Daj wódki!

Bednarz głowę znad roboty podniósł, oczy mu chciwie błysnęły. Krystyna przyniosła butelkę i kieliszek z grubego, zielonawego szkła, który gospodarz w połowie napełnił i do ust go niosąc, ku gościowi głowę skłonił.

— Na zdrowie! — rzekł i wypił powoli, prawie po kropli.

Kiedy gość brał napełniony po brzegi kieliszek, grube palce jego drżały.

— Na szczęście! — odpowiedział i od razu z chciwością sporą miarkę trunku w gardło sobie wlał.

Bednarz patrzał na starego i nieśmiało trochę po butelkę sięgał. Stary milczał. Bednarz więc wypił i butelkę ku bratu wyciągnął.

— Aleksy, piej65!

Nie choczu, nie budu pici66, żonka zabroniła! — odmówił młody chłop i na całą chatę parsknął głośnym śmiechem. — Dalbóg zabroniła! — mówił dalej. — Jak przyczepiła się do mnie: „Nie pij, Aleksy, i nie pij! Kiedy mnie choć troszkę lubisz, kiedy Boga najwyszejszego boisz się, nie pij! Przysięgnij, że nie będziesz pić, przed krzyżykiem przysięgnij!” Widzę ja, że nijak nie odczepię się od babskiego języka, wziąłem taj przysiągłem i już musi rok będzie, jak wódki nie pokosztowałem. Może ja łgę, Jelenka67, a? Czy ja łgę?

W serdecznym śmiechu białe i drobne zęby ukazując, ręką go po twarzy pogładziła.

Kab ty skis68, kiedy ty przez moje gadanie pić przestał!... Sam taki duży wyrósł, to i rozumu nabrał...