Na Jowisza piorunującego! Prawda! Drzwi na oścież otwarte, a nie błyska z nich nawet takie światełko, jakiem świeci kocie oko... Biada nam! biada Rzymowi! Sami bogowie, gdy to ujrzą, z tronów14 pospadają i na ziemię runą!

WALERYUSZ

A dopieroż tęgiego przewróci ziemia koziołka!

EDYL

Śpieszmy, śpieszmy dać znać... Do prefekta biegnę... ty do arcykapłana leć! lećmy!

Obaj znikają z nad muru, za którym słychać jeszcze głos Waleryusza.

GŁOS WALERYUSZA

Aha, leć! jakby mi łatwo było lecieć! Że tam jednej z dziewic Westy zechciało się wstąpić w służbę Afrodyty, ja mam lecieć! Ale niema co! Straszne klęski na Rzym spaść mogą, więc i na mnie! lecę tedy... do arcykapłana lecę!

Odgłos kroków za murem oddala się; Juniusz i Helia, trzymając, się w objęciu, szybko w głąb ogrodu postępują, ale zatrzymują się raz jeszcze.

JUNIUSZ