Przyrzekłam, dotrzymuję. Prosta prawość. Ta zaś, o której mówiłam: „kocham ją!”, umarła, a ja żyję i, na Cererę! dla przedłużenia życia, ze smutkiem często spożywani płody ziemi. Jakże pobłażliwą jest miłość, która, po zniknięciu istoty ukochanej, pozwala kochającej żyć i nawet cieszyć się darami życia! Możesz odejść, Adryo, a ostrzeż Helię, aby w dzisiejszem roztargnieniu swojem nie zapomniała, że mniej niż za połowę obrotu wodnego zegara4 przyjdzie na nią kolej podsycania ognia świętego.

ADRYA

z ukłonem

Niech w samotnem nad nim czuwaniu towarzyszy ci łaska Westy.

Odchodzi.

KORNELIA

sama

Ognia świętego! Ani jeden dzień nie przeminie dla ust człowieka bez kłamstwa, albo pustego dźwięku. Ten płomień posiada zupełnie taką naturę, jak ten, przy którym sporządzoną była uczta śmiesznego Trymalchiona5, a ten dym różni się od innych dymów tem jedynie, że jest wonnym. Ale i wonne dymy nie wzbijają się tylko przed ołtarzami bogów. Wdzięczne ich girlandy krążą także dokoła głów, skąpanych w ohydnym pocie orgii! Obficie napełniały niegdyś złoty dom Nerona i obficie teraz w tygrysie nozdrza wciąga je Domicyan. Płatek śniegu dopóty jest doskonale czystym, dopóki nie dotknie ziemi; a serce człowieka, dopóty wierzy i czci, dopóki umysł jego ślepy. Ta nieśmiertelna wstęga rozwija się dla Westy, która podobno rozciąga opiekę nad czcią niewiast rzymskich. Kłamstwo! Gdyby cześć niewiast rzymskich posiadała w górze opiekunkę potężną i czujną, nie napełniałaby ulic Rzymu widokiem godów weselnych, w których za jedną nagą nimfą pędzą w pościgu gromady pijanych faunów. Jeżeli kiedykolwiek bóstwa czuwały nad światem, teraz pewno śpią tak głęboko, jak dusza moja, która budzi się tylko dla rozlewania goryczy na ołtarzu jedynego boga i kata ziemi — przeznaczenia. Wszystko mi obojętne; ognia, którym płonęłam, żyje tylko jedna drobna iskra: przyjaźń dla Helii. Drobna iskro, dlaczego przeżyłaś inne ? Może dlatego, że dziewczę to jest pogodną jutrzenką, na którą czasem lubi spoglądać moje nocą zmroczone oko. Może dlatego, że jest mi ona żywą pamiątku czasu, w którym mniemałam, że w niebie mieszkają bogowie, na ziemi ludzie czyści i dobrzy, a w duszy ludzkiej miłość, litość i odwaga.

Zamyśla się. Przez drzwi, otwierające się pośród kolumn, wchodzi Helia z koszem, napełnionym gałązkami mirtu, rozmarynu i jałowcu. Stanąwszy przed ołtarzem, milcząc, podsyca ogień czerpanemi z kosza ziołami poświęconemi.

KORNELIA