— Pragnę cierpieć, — powtarzała coraz częściéj, — byleby za ideę naszę, byleby z tobą i ze wszystkimi nowymi ludźmi!

— Cierpiéć! po cóż cierpiéć? Cierpienie nie powinno całkiem istnieć na ziemi, ani dla mnie, ani dla nikogo....

— Jednak, — w zamyśleniu szeptała Lusia, — ja czuję, że cierpienie może być szczęściem, że poświęcić się, choćby na męki za coś drogiego i wielkiego, byłoby rozkoszą większą, niż używać bogactw i sławy....

Julek odpowiadał:

— Mówisz tak, bo nie znasz ani bogactwa, ani sławy... ja widziałem je z blizka i wiem, że bez nadziei przynajmniéj ich żyć nie warto.

Wstrząsała przecząco głową. Były to jedyne ich sprzeczki.

Raz patrzał na nią długo rozpłomienionemi oczyma, aż nagle, z gniewnym wybuchem głosu, zapytał:

— Cóż? czy doprawdy zostać myślisz w téj ciemnicy i zgnić w niéj sobie powoli?

Pomimo usiłowań powstrzymania łez, wybuchnęła płaczem.

— E! — zawołał, — nudna jesteś! na nic więcéj zdobyć się nie możesz, tylko na babskie szlochy. Ja łez nie cierpię, bo sprawiają mi przykrość! Czynu trzeba, moja droga, woli, energii, czynu!....