Istotnie z trochą zdziwienia w oczach patrzała ona na krwisto-czerwoną bluzę jego, opasaną szerokim, rzemiennym pasem, na długie, kolan aż sięgające, obuwie, okrągłą czapeczkę w2 kilku pawiemi piórami, którą włożył na głowę. Zaśmiała się zrazu.
— Ach! — zawołała — czy będziesz lody po mieście roznosił?
Zachmurzył się i wzajem zapytał:
— Czy myślisz, że celem moim jest zabawa? nie zrozumiałaś, co chcę czynić?
Owszem, zrozumiała teraz i bystro spojrzała mu w oczy.
— Braterstwo ludów... — wymówiła z wielką powagą.
— Tak! — odpowiedział z namaszczeniem nieledwie, — zamanifestuję przekonania moje jawnie i śmiało.... Precz z przesądami!
Wraz z ostatnim okrzykiem wykręcił się na pięcie i w kilku hołubcach przebiegł pokoik. Spoważniał jednak wkrótce i stanął przed Lusią.
— Czy pójdziesz ze mną? — zapytał głosem, w którym brzmiał nieledwie rozkaz.
Nie wahała się ani chwili. Oczy jéj błysnęły. Wstała.