*

Od dnia tego zniknął z sieni i z przede drzwi hotelu Wszech-Krajów i nikt go już tam nie widział nigdy. Co się z nim stało? Niewiadomo. Czy wraz z innemi, błędnemi liśćmi, które po burzy tułają się wśród przestrzeni, szuka jeszcze gałązki przytułku i spokojnego końca? Czy téż, porwany falą strumienia, który zabrał mu wszystkie ukochania jego, popłynął za niemi w drogę bezpowrotną?

To tylko pewna, że, ile razy ktokolwiek zapyta pana Leonida Igorowicza o pięknego człowieka tego z silną i dumną postawą, zoranem czołem i długim białym wąsem, tyle razy pan Leonid Igorowicz wstrząsa ufryzowanémi włosy, z których ulatuje woń różanego listka, ręką, zdobną w pierścionek z turkusem, czyni gest pogardliwy i odpowiada:

— To był waryat!

Powiadają niektórzy — i ja zdanie to podzielam — że pan Leonid Igorowicz nurza się także w srogiém omamieniu, biorąc za edukacyą, czyli oświatę, to, co jést krzywém i brudném jéj widmem.

Przypisy:

1. ojca. [przypis redakcyjny]

2. z. [przypis redakcyjny]