— I ze dwie krówki mieć!
Potem powinszowaniom, składanym parobkowi, końca nie było.
— Szmat ziemi sobie kupisz!
— Skończyło się twoje wałaczaszcze życie!
— Sam sobie ty teraz będziesz panem i hatmanem!
Parobek, niespodziewanem szczęściem ogłupiony, z otwartemi usty przebierał w palcach papierki, przesypywał monety, uśmiechał się i drapał się za uchem, gdy podeszła do niego Maryśka.
— Ostap, — rzekła, — oj, Ostap, a mnież co? i jaż takie same ich dziecko jak ty!
— Prawda, prawda, — potwierdzili obecni jednogłośnie.
Parobek do przytomności wrócił, na siostrę popatrzył, zamyślił się; potem jął papierki liczyć i odliczać. Przeliczył trzydzieści i wnet pięć odjął; przeliczył pozostałe dwadzieścia pięć i znowu pięć odjął; przeliczył dwadzieścia i jeszcze trzy odjął. Pozostałe siedemnaście podał siostrze.
— Na! bierz!