— Wcale nie! — zawołała panna Eufemia — nocować dziś będą w Winiewicach, a jutro pojadą do Łozowa...
— Ależ, moja Femciu... — zaczął brat.
— Ależ, mój Julku — przerwała siostra — wiem doskonale, że pojadą dziś do Winiewicz, bo tam pokazały się dziki...
— Sama nie wiész, co mówisz! w Łozowie będzie jutro obława na wilki.
— Na wilki! na wilki! — zawołała panna, z żywym rumieńcem na zwiędłéj nieco twarzy — otóż ja ci mówię, nie jutro będzie obława, ale za tydzień, bo jesteśmy nawet proszone z mamą.
— Na obławę? — ironicznie zapytał brat.
— Juleczku — śród łez i łkania wymówiła pani Kalińska — daj pokój Femci!
— Ależ, moja mamo, kiedy ona sprzecza się zawsze...
— Bo ja wiem, co mówię... — zaprotestowała panna.
— Femciu, nie sprzeczaj się z Julkiem...