Poskoczył i w mgnieniu oka stanął przede mną.
— Ach, to pan! — zawołał z uśmiechem, który rzucił mu na twarz całą wyraz nieledwie dziecięcéj radości. Jaki pan dobry jesteś, że przyszedłeś... Zmówiłem dziś rano pięć pacierzy na intencyą, abyś pan do mnie przyszedł.
— Czy potrzebowałeś mnie widziéć? — zapytałem.
Zmieszał się trochę i odpowiedział niepewnym głosem:
— To jest, tak... nie potrzebowałem, ale chciałem...
— Powiédz mi — rzekłem — co takiego robiłeś przed chwilą?
— Nosiłem kamienie — odpowiedział.
— Widziałem, ale poco ci było to czynić?
— Ach, proszę pana — rzekł — tak mnie tu (wskazał na piersi) paliło coś i spokojności nie dawało, że nie mogłem wytrzymać... Zmęczyłem się téż porządnie — dodał, oddychając głęboko — i teraz mi lepiéj...
Weszliśmy do parlatoryum.