— Coś jest! Nie wiem, ale coś jest!
Cecylia wiedziała.
Co robić? Wybuchnąć płaczem nad nim, nad nią, nad sobą, powiedzieć wszystko i — zabić co? Ciało jej? duszę? talent? wszystko jedno — zawsze coś zabić?
— Cicho! ccccicho!
Głosem cichym, ale bez żadnego drgnienia, zapytała:
— Czy pan Bohdan nie mówił ci nic o Liliowej?
— Nie; jakimżeby sposobem? po co? skoro tam nie był...
Tak. Ciężko mu było mówić z nią o „raiku ziemskim w wianku dębowym”.
Wstała.
— Muszę już iść!