Zapytanie to dało początek następującéj, krótkiéj, lecz żwawéj rozmowie.
— Toż przecie do miasta poszła.
— Poco? czego?
— Toż przecie po ciastka.
— Po jakie ciastka?
— Ależ, mój Józiu, do kawy przecie...
— To czemuż kto inny nie poszedł?
— Ależ, mój papo, przecie nikt tak papie nie dogodzi...
— To prawda. Ale zaraz powróci?
— Naturalnie zaraz; bo i my w „bałamuta” grać nie możemy.