— Idź!
Stefan stał zmieszany i szukał jakiegoś serdecznego słowa. Jakże tak się rozstawać?
— Więc chcesz iść stąd? — spytał.
— Tak.
— Więc podaj mi rękę, stary druhu! Szczęśliwej drogi i... nie miej mi za złe...
Souvarine podał mu swą zimną jak z lodu rękę. On był wolny... nie miał ni kobiety, ni przyjaciela.
— Bądź zdrów... po raz ostatni... — rzekł Stefan.
— Bądź zdrów.
I Souvarine spoglądał już spokojnie na Katarzynę i Stefana znikających w bramie kopalni.