— Jaką chętkę? — spytał.
— Chętkę oszukania nas. Katarzyna musi zbadać rachunki.
Wziął ją w ramiona i już nie puścił. Kąpiel zawsze tak się kończyła. Maheu czuł się po takim natarciu silniejszy, zdrowszy i podniecony. Zresztą działo się tak wszędzie we wszystkich domach. Była to godzina czułości małżeńskich, płodzono więcej dzieci, niż można było wyżywić. W nocy nie było swobody, bo dokoła spały dzieci podrosłe już. Przechylił ją na stół i począł żartować, jak żartuje prosty człek w godzinach wolnych od pracy. Zwał to swoim deserem, który nic nie kosztuje. A Maheude, stara Mahude z obwisłymi piersiami i brzuchem, broniła się trochę na żarty.
— Czyś oszalał... mój Boże... czyś oszalał! Patrz, Stelka widzi nas! Czekaj, obrócę ją do ściany.
— Głupstwo... czyż trzymiesięczne dziecko wie, co to jest...
Potem Maheu spokojnie wdział suche gacie. Lubił bardzo po umyciu i pobaraszkowaniu ze swą żoną czas jakiś jeszcze chodzić bez koszuli, obnażony do pasa. Na białej jego skórze, podobnej do skóry anemicznej dziewczyny, widoczne były blizny i zadraśnięcia głębokie, pozostałe po ranach, jakie mu zadały obrywające się skały i bloki węglowe. Było to pismo, jak mówili górnicy, a Maheu pysznił się tym, wyciągał ręce i wydymał pierś białą, jakby wykutą z marmuru o niebieskawych żyłkach. W lecie wszyscy górnicy wychodzili tak do ogrodu. Maheu wyszedł i dziś na chwilę mimo wilgotnego, zimnego powietrza i rzucił żart koledze naprzeciwko, który również półnagi ukazał się w drzwiach swego mieszkania. Pojawiło się więcej porozbieranych górników, a dzieci bawiące się na chodnikach popodnosiły głowy i z zaciekawieniem patrzyły na te nagie, rozkoszujące się powietrzem, spracowane ciała.
Nie wdziewając koszuli, pił kawę i opowiadał żonie o zajściu z inżynierem i jego pogróżce. Uspokoił się już, gniew go opuścił i przytakiwał głową wywodom żony, która bardzo rozsądnie zapatrywała się na te sprawy. Powtarzała mu ciągle, że buntowanie się przeciw Kompanii do niczego doprowadzić nie może. Potem opowiedziała mu o bytności pani Hennebeau.
Byli oboje dumni, choć nie mówili o tym.
— Czy można zejść? — spytała z góry Katarzyna.
— Można, można, ojciec już po kąpieli.