— Dajcie mi święty pokój!... To Rouget tu was na kark przysłał, żeby mi zabierać czas. A co do tamtego — nie będzie jej miał, ja to powiadam.

Na widok „Wieloryba”, o trzysta metrów od brzegu, całą siłą wioseł zdążającego ku czarnemu punkcikowi, kołyszącemu się na wodzie w oddali, wściekłość wójta zdwoiła się. I pchnąwszy coprędzej Tupaina i Brisemotea ku „Zefirowi”, wypłynął również w parę sekund z portu, powtarzając raz po raz zaciekle:

— Nie! nie dostaną jej!... Żebym tak pękł, nie dostaną!

Wówczas roztoczył się przed Coquevillakami spektakl nielada: wściekły wyścig „Zefira” z „Wielorybem”.

Kiedy „Wieloryb” spostrzegł, że barka wójta wypływa z przystani, ocenił natychmiast niebezpieczeństwo, pomknął tedy co sił. Miał on już z jakie czterysta metrów na swoją korzyść, szanse jednak były w gruncie rzeczy pomimo to równe, „Zefir” bowiem był lżejszy i szybszy. Toteż na brzegu liczono bardziej na jego zwycięstwo. Maheowie i Flocheowie uformowali na brzegu instynktownie dwie grupy, śledząc z roznamiętnieniem przebieg walki, ci i tamci obstając przy szansach wygranej dla swego statku. Zrazu „Wieloryb” miał ciągle pierwszeństwo, lecz skoro się „Zefir” rozpędził, widać było wyraźnie, jak tamtę barkę dogania. Zdobywając się na ostatni wysiłek, zdołał „Wieloryb” zachować przez czas jakiś dotychczasowy dystans. Lecz potem znów zaczął go tracić, bo „Zefir” go dopędzał z nadzwyczajną szybkością. Od tej chwili stało się rzeczą oczywistą, że obie barki zrównają się w pobliżu beczki a ostateczne zwycięstwo stanie się zależnem od okoliczności, od lada drobnego błędu.

— „Wieloryb!” „Wieloryb!” — krzyczały Mahé-y.

Umilkli jednak. W chwili bowiem, kiedy „Wieloryb” dosięgał prawie beczki, „Zefir” przepłynął mu zręcznym manewrem popod sam nos i odepchnął beczkę w lewo, gdzie ją La Queue, jak na harpun, złowił uderzeniem bosaka.

— „Zefir!” „Zefir!” — krzyknęli teraz Floche’owie.

A ponieważ polowy bąknął coś o podstępie, zaczęto sobie ciskać grube słowa. Margot klaskała w ręce, proboszcz, przybywszy z brewiarzem pod pachą, zrobił uwagę, pełną głębi, która uciszyła naraz wszystkich i zasmuciła jednocześnie.

— Wypiją pewno wszystko, co do kropli, i ci także, szepnął z wyrazem melancholii.