Afrykańczyk zjawił się w mgnieniu oka.
— Rozejrzałeś się dokładnie po strychu? — spytał Czarny Korsarz.
— Tak, panie.
— Czy jest tam jakieś okno?
— Nie ma, ale wybiłem w stropie dziurę, przez którą możemy się wydostać.
— Nie ma tam nieprzyjaciół?
— Ani jednego.
— Sprawdziłeś, jak potem zejść?
— Tak. Musimy jednak przejść kawałek po dachu.
W tej chwili rozległ się ogłuszający huk, od którego zatrzęsły się szyby w oknach. Kilka kul przeleciało przez prześwity w okiennicach i wpadło do środka, dziurawiąc ściany i rozrywając tynk na suficie.