Morgan opuścił górny pokład, zawołał kwatermistrza i udał się na dziób, gdzie na deskach leżało czterdziestu marynarzy z arkebuzami w dłoniach i muszkietami gotowymi do strzału.

— Wstawać! — zarządził. — Przygotujcie haki!

Po czym zwrócił się do marynarzy, którzy przycupnęli za relingami:

— Przygotujcie żelazne pokrywy!

Marynarze, pod czujnym okiem Morgana, w milczeniu zabrali się do roboty.

Piraci bali się zastępcy kapitana nie mniej niż Czarnego Korsarza. Był nieugięty, odważny niczym lew i zawsze zdecydowany, a śmiałością dorównywał samemu dowódcy.

Pochodził z Anglii i od niedawna przebywał w Ameryce. Od samego początku było widać, że wyróżnia się duchem inicjatywy oraz rzadko spotykaną energią i odwagą. Jako marynarz sprawdził się pod dowództwem innego znanego pirata, Mansfielda62, ale pod względem swoich późniejszych dokonań przerósł wszystkich piratów z Tortugi: wsławił się niebywałą odwagą podczas słynnej ekspedycji na Panamę, kiedy to podbito niemożliwe — jak sądzono — do zdobycia miasto, perłę wśród miast na Oceanie Spokojnym.

Był wyjątkowo wytrzymały i odznaczał się nieprzeciętną siłą. Miał szlachetne rysy twarzy i pokojowe usposobienie. Jego przenikliwe spojrzenie, w którym nie brak było zagadkowego wdzięku, upodabniało go do Czarnego Korsarza. Wiedział, jak dowodzić szorstkimi z natury piratami, a posłuch zdobywał najprostszym gestem.

Pod jego kierunkiem w mniej niż dwadzieścia minut marynarze przenieśli z lewej burty dwa duże pancerze; jeden umieszczono pod fokmasztem, a drugi przed grotmasztem. Zrobiono je z połączonych ze sobą belek i beczek napełnionych gwoździami i różnym żelastwem; miały one za zadanie ochronić pokład rufowy i dziobowy przed zniszczeniem, na wypadek silnego ostrzału ze strony nieprzyjaciela.

Pięćdziesiąt ręcznych granatów ułożono za belkami, a na burtach i zrolowanych hamakach, które służyły też za podporę strzelecką, zaczepiono haki abordażowe.