— Zgadłeś — powiedział Czarny Korsarz. — Niech będzie i samego diabła, skoro tak nas, piratów, lubicie nazywać.
Hiszpan zadrżał, co nie umknęło uwadze Carmaux.
— Nie trzęś tak portkami, przynajmniej na razie — rzekł i zaśmiał się w głos. — Oszczędzaj siły na później, gdy będziesz już dyndał i wywijał w powietrzu fandango20 z zaciśniętym na szyi powrozem.
Następnie zwrócił się do Czarnego Korsarza, który w milczeniu obserwował jeńca, i rzekł:
— Posłać mu kulkę, kapitanie?
— Nie — odparł tenże.
— A może wolisz go powiesić na jednej z gałęzi tego tam olbrzymiego drzewa.
— Bynajmniej.
— A co jeśli to jeden z tych, co wieszali naszych kamratów i Czerwonego Korsarza, kapitanie?
Na te słowa oczy Czarnego Korsarza rozbłysły złowrogim blaskiem, który jednak szybko zgasł.