— A niech mnie! — krzyknął Czarny Korsarz. — To znowu ty?!

— Tak, to ja, Hiszpan z lasu we własnej osobie — odparł z uśmiechem tyczkowaty mężczyzna. — Nie chciałeś mnie powiesić, a więc żyję.

— Jeszcze się doigrasz, szelmo!

— Czyżbym zatem źle zrobił, że na ciebie zaczekałem? Jeśli tak, to powinienem był się ulotnić razem z pozostałymi.

— Ty na mnie czekałeś?

— A czy ktoś mnie powstrzymywał przed ucieczką?

— To prawda. Zatem dlaczego zostałeś?

— Bo chciałem raz jeszcze zobaczyć tego, który okazał mi łaskę i darował życie, gdy tamtej pamiętnej nocy wpadłem w jego ręce.

— Dlaczego jeszcze?

— Bo mam zamiar oddać drobną przysługę Czarnemu Korsarzowi.