— Nie możemy jednak przecież tkwić tu w nieskończoność.
— Wiem, ale jednocześnie nie możemy wystawiać się na ostrzał.
— Panie, chcesz, żebym poszedł na zwiad i zorientował się, czy ktoś nie czai się w zaroślach? — zapytał Murzyn.
— Nie, bo w ten sposób narażasz się na pewną śmierć.
— Kapitanie, posłuchaj! — powiedział Carmaux.
Kilka nut wygranych na piszczałce rozbrzmiało w leśnej gęstwinie. Były to dźwięki melodii smutnej i monotonnej, jednocześnie tak przenikliwe, że rozchodziły się hen, daleko.
— Ciekawe, co mogą sygnalizować? — zastanawiał się na głos Czarny Korsarz, który powoli się już niecierpliwił. — Czyżby zbierali siły i chcieli przypuścić atak?
— Czy mógłbym coś doradzić, kapitanie? — zapytał Carmaux.
— Słucham.
— Przepędźmy tych natrętnych Indian, podpalając las.