— Już ci powiedziałem, że nie boję się śmierci — odparł Czarny Korsarz z wyniosłą dumą.

— Znana jest mi odwaga ludzi z Ventimiglii — odpowiedział książę.

Jego twarz zniknęła pod oparami mgły, która snuła się po pokładzie.

— Miałem się okazję przekonać, tu na tych morzach, ale i gdzie indziej, co znaczą piracki duch walki, ich odwaga i pogarda wobec śmierci — kontynuował Van Gould, po czym ze spuszczoną głową zaczął się przechadzać w zamyśleniu po mostku karaweli. Następnie podszedł znów do Czarnego Korsarza i rzekł:

— Pewnie nie wierzysz, ale czuję się już zmęczony tą nienawiścią. Chciałbym to raz na zawsze zakończyć.

— Nie wątpię — odparł Czarny Korsarz z nutą ironii w głosie. — I powiesisz mnie, żeby ją zakończyć!

Książę podniósł gwałtownie głowę, spojrzał Czarnemu Korsarzowi prosto w oczy, po czym rzekł:

— A gdybym puścił cię wolno, co byś wtedy zrobił?

— Nie odpuściłbym ani o krok — odpowiedział szlachcic z Ventimiglii.

— A zatem nie mam wyboru i muszę cię zabić. Mógłbym nawet darować ci życie, głównie ze względu na wyrzuty sumienia, które od czasu do czasu chwytają moje serce, lecz w zamian oczekiwałbym jednak, że wówczas zaprzestaniesz mnie ścigać, zaniechasz zemsty i powrócisz do Europy. Z tego jednak, co słyszę, chcesz mnie zamordować za wszelką cenę, w związku z czym nie pozostaje mi nic innego, jak cię zabić, tak jak zabiłem Czerwonego i Zielonego Korsarza.