Pochwycić każę Ino i matkę Agawę

Co mnie Echionowi zrodziła i, dalej,

Nic tutaj Antonoi również nie ocali,

Rodzicy Aktajona20! W żelazne je dyby

Zakuwszy, wnet odwiodę od bachanckiej chyby.

Podobno miał z lidyjskiej przybyć tutaj ziemi

Czarownik jakiś, oszust z oczami ciemnemi

O słodkiej barwie wina; jak u Afrodity.

Włos jasny ma, utrefion, w śliczne pukle zwity.

Z dziewkami on młodymi, ten młodzieniec chwacki,