Jest także puszczyk, cudowny, mały smyk. Szczwany, wesoły i niezmiernie ciekawy. Ambicją jego jest zwracać na siebie uwagę. „Uj-iik! Uj-iik!” — woła zdławionym, okropnie hałaśliwym głosem. Kiedy się to słyszy, ma się wrażenie, że puszczyk jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A on tymczasem jest w cudownym humorze i cieszy się szalenie, kiedy się ktoś przeraża. „Uj-iik!” – krzyczy tak okropnie głośno, że słychać to w całym lesie o pół godziny drogi. A potem śmieje się, gruchając cicho, ale to słychać tylko, jeżeli się stoi bardzo blisko niego.
Bambi doszedł rychło do wniosku, że puszczyk cieszy się, kiedy się ktoś przeraża albo kiedy ktoś sądzi, że stało mu się coś złego. Od tego czasu, ilekroć Bambi znajdzie się przypadkowo w pobliżu puszczyka, nie omieszka nigdy nadbiec szybko i zapytać:
— Czy coś się panu stało?
Albo mówi z westchnieniem:
— Ach, jakże się przeraziłem!
Wówczas puszczyk jest niezmiernie zadowolony.
— Tak, tak — mówi ze śmiechem — brzmi to niezmiernie rozpaczliwie.
Kiedy nastroszy pióra, wygląda zupełnie jak szara, miękka kula i jest czarująco piękny.
Była też kilka razy burza. Za dnia i w nocy. Za pierwszym razem była za dnia, a Bambi czuł, jak ogarniał go lęk, kiedy w jego liściastej izdebce stawało się coraz ciemniej. Miał wrażenie, jakby podczas dnia spadła z nieba noc.
A kiedy potem wicher, wyjąc, rozszalał się po lesie, aż nieme drzewa poczęły głośno jęczeć, Bambi drżał ze strachu. A kiedy zapłonęły błyskawice, kiedy zahuczał grzmot, Bambi z przerażenia odchodził od przytomności i przypuszczał, że świat rozpadnie się teraz na strzępy.