Z chwilą zmiany właściciela zmieniła się także fizjonomia tak dworu samego, jak i przynależnych doń posiadłości. Dwór opustoszał, oddany pastwie największego zaniedbania i nieporządków, nabywca bowiem rezydował w poprzednio nabytym dworze w Skowierzynie, ustanowieni zaś oficjaliści121 — sami Żydzi — w dworze wrzawskim zajęli na mieszkanie oficyny122; najwygodniejsze zaś pokoje z przyczyny jakiegoś przesądu pozostały niezamieszkane i tylko wiatr przez wybite szyby i pootwierane na oścież drzwi hulał po nich.

Przepiękne, pełne uroku stare zadrzewienie prawego brzegu Wisły i obu brzegów Sanu, którego szczególnie lewy brzeg odznaczał się niezwykłą pięknością, zostało wkrótce doszczętnie zdewastowane. Olbrzymie topole nadwiślańskie, jabrzędzie123, olchy, wierzby i inne drzewa padły pod ciosami siekier.

Toteż skoro w parę lat po wyprowadzeniu się z tej miejscowości zajrzałem do Wrzaw, sam dwór, jako też brzegi obu wspomnianych rzek zastałem tak zmienione, jak gdyby jakiś niszczycielski huragan tędy się był przewalił.

*

Po czterech latach nauki szewstwa zostałem nareszcie wyzwolony. Majster chciał koniecznie zatrzymać mnie nadal u siebie jako czeladnika, przyrzekając dać mi wszelkie wygody i dobrą pracę, wszelkie jednak propozycje jego z miejsca odrzuciłem.

W terminie tym nabyłem sporo doświadczenia; poznałem wiele dodatnich stron u Żydów pod względem współżycia, oszczędności, zabiegliwości, trzeźwości i ścisłego przestrzegania przepisów swego zakonu, lecz bez porównania więcej stron ujemnych psychologii duszy żydowskiej w odniesieniu do chrześcijan. Nacierpiałem się dużo i gdyby to ode mnie było zależało, już po paru dniach byłbym uciekł stamtąd. Ale poza prawomocnym kontraktem trzymała mnie tam zawsze święta dla mnie wola rodziców. I obowiązek sumienia nakazuje mi ostrzec ogół ludności chrześcijańskiej, ażeby jeżeli już koniecznie do Żyda iść musi, w załatwianiu z Żydami interesów była ostrożną, a jako jaskrawy przykład szkodzenia na mieniu ludności chrześcijańskiej przez Żydów, choćby nawet mających opinię „rzetelnych” — a taką właśnie opinią cieszył się mój majster — niech posłuży fakt, jakiego niejednokrotnie niespodziewanym byłem świadkiem.

Zdarzało się bardzo często, że ktoś z chrześcijan kupił w składzie nowe, przez spółkę chrześcijańskich szewców zrobione buty i z tymi butami, udawał się do Żyda, u którego terminowałem, celem uzupełnienia jakichś drobnych braków, jak ujęcia lub dodania obcasów, ukucia podkówkami lub sztyftami, wyprawienia cholew w regularne karby, wytarcia wewnątrz buta kołków itp. — wtedy wymawiali się zazwyczaj Żydzi chwilowym brakiem czasu, polecając interesowanemu buty zostawić, a za pewien czas przyjść po nie.

A skoro interesowany oddalił się, wyprawiano i mnie z izby za jakimś drobnym sprawunkiem. Wyszedłem więc, ale że miałem ich w podejrzeniu, z ukrycia za drzwiami śledziłem bacznie, co też oni robić będą. A rzetelni Żydkowie w przekonaniu, że pozbyli się niewygodnego świadka, zabierali się wtedy do wykonania ulubionego procederu, na tym polegającego, że w przyszwę buta w tym miejscu, gdzie z podeszwą się schodzi — a więc w miejsce niedostrzegalne — zapuszczano ostry koniec noża i nacinano... Rzecz zrozumiała, że tak operowana przyszwa rychło pęknąć musiała, a naiwny, w tak zbrodniczy sposób poszkodowany człowiek tracił zaufanie do majstrów chrześcijańskich i szedł do Żydów. To znów bywało, że ktoś przyniósł kupioną przez siebie skórę podeszwianą i buty celem podzelowania, a skoro oddalił się, Żydkowie skórę tę świadomie a niemiłosiernie rozklepywali na kamieniu, waląc młotkiem jak kowal w rozżarzone żelazo na kowadle, skutkiem czego zelówka prędko się zdarła.

Stara to prawda, że społeczność żydowską cechuje wrodzone, czy, jak chcą inni, rasowe — oględnie się wyrażając — uprzedzenie do chrześcijan, a przede wszystkim do Polaków. I śmieszną jest naiwnością rozprawiać o „asymilacji” Żydów; ci zaś publicyści, którzy do tego ulubionego tematu ciągle wracają, popełniają najkapitalniejsze absurdum.

Czyż tyluwiekowe z nami na naszej ziemi Żydów pożycie niczego nas nie nauczyło? Zabór większych własności ziemskich, zlicytowanie tysięcy chłopskich posiadłości, rozpojenie i demoralizacja chłopstwa i mieszczaństwa, a miejscami nawet zupełne wytępienie tego ostatniego; opanowanie handlu, przemysłu i wszelkich zyskownych przedsiębiorstw w naszym kraju, lupanary124 i szerząca się stąd moralna i fizyczna deprawacja, handel „żywym towarem” itd., itd. — czy to nic? A jak osądzić to ustawiczne oczernianie nas przez Żydów w prasie zagranicznej, urabianie tam najgorszej o nas opinii, szkodzenie nam w sprawach międzynarodowych? Zaiste wielką prawdę powiedział poeta: