Nagle spostrzegłem na śniegu, wyżej od pozycji bolszewików, dwa czarne punkty. Bardzo wolno posuwały się one w stronę naszych wrogów i wkrótce zniknęły za ostrymi skałami, wiszącymi tuż nad strzelającymi do nas sowieckimi bandytami.

Niebawem spoza tych skał znowu wyłoniły się tajemnicze punkty i wtedy nie miałem już wątpliwości, że były to głowy ludzi. Za głowami zjawiły się i całe postacie. Wnet poznaliśmy Tatara i Kałmuka.

Podnieśli oni z rozmachem ręce do góry i cisnęli coś na dół.

Z hukiem i łoskotem, setki razy powtórzonym przez echo, wybuchnęły granaty.

Po chwili nastąpił trzeci wybuch, a po nim przeraźliwe krzyki bolszewickich żołnierzy i bezładna strzelanina.

Kilka koni oszalałych z przerażenia rzuciło się do wąwozu. Jeszcze chwil kilka i czerwoni, ostrzeliwani przez nas, zaczęli zmykać w nieładzie i panice, usiłując skryć się do wąwozu.

Gdy już wszystko było skończone, Tatar opowiedział, że Sojot zaproponował mu przeprowadzenie ludzi do przejścia, którym przedostali się bolszewicy, i napaść na nich z tyłu.

Tatar wraz a Kałmukiem obmyślili plan takiego napadu na przeciwnika i cisnęli trzy granaty, widocznie z wielkim powodzeniem.

Opatrzywszy rannego oficera i przełożywszy wory z zabitego konia na inne, ruszyliśmy dalej, omawiając wypadki. Nie ulegało wątpliwości, że spotkany przez nas czerwony oddział szedł z Mongolii. To oznaczało, że tam już są czerwone wojska.

Ile ich jest? W jakich punktach są ześrodkowane siły bolszewików? W jakim kierunku posuwają się oddziały wywiadowcze?